Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cenzura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cenzura. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 lipca 2014

SEKS W WIELKIM MIEŚCIE

Pewne czasopismo naukowe zwróciło się do mnie o artykuł na temat seksualności irańskiej jako domeny lęku. Oczywiście artykuł napiszę, choć nie wiem, czy zamawiający spodziewają się lęku akurat tam, gdzie się rzeczywiście plasuje, czyli na peryferiach irańskiej seksualności.
Miniatura safawidzka
Zrobiło się ostatnio głośno o tym, że republika islamska odchodzi od programu planowania rodziny. Dzięki temu zauważono dziwną rewolucję seksualną (por. artykuł w Polityce), jaka się dokonała pod okiem ajatollahów. Rzeczywiście bardzo dziwną, jeśli za punkt wyjścia przyjąć katolicko-mieszczański małżeński obowiązek realizowany przez dziurkę w kołdrze, ale znacznie mniej zaskakującą, gdy się patrzy przez pryzmat kultury perskiej.

Tradycje są niekrótkie. Zoroastryzm, religia panująca w Persji przed islamem, jak już pewnie tu wspominałam ma afirmatywny stosunek do przyjemności życia. Za ubolewania godny uważa celibat, małżeństwo traktując jako realizację boskiego planu pomnażania dobra w świecie. Tabu stanowi w nim co prawda homoseksualizm, ale i o takich praktykach na dworze przedislamskim donoszą nam historycy. Herodot jest zdania, że ten obyczaj przybył do Persji wraz z Grekami. Irańscy badacze woleliby się tu dopatrywać miłości platonicznej, jak Sirus Szamisa - literaturoznawca, którego książka o homoseksualizmie w klasycznej poezji perskiej zabawiła w księgarniach teherańskich zaledwie kilka dni, po czym nakład został skonfiskowany (naturalnie trudno o lepszą akcję reklamową). Szamisa forsuje tezę, że uduchowiony (mistyczny) grecki homoseksualizm ubogacił kulturę perską, natomiast kolejne fale Turków napływające ze stepów przyniosły pożałowania godny, wyłącznie fizyczny barbarzyński obyczaj homoseksualny. Ktoś w każdym razie musiał ten obyczaj przynieść, bo w literaturze klasycznej aż się od niego roi, a że język perski nie zna rodzaju gramatycznego nierzadko trudno się połapać, z którą płcią mamy do czynienia. O czym Czytelnik może się przekonać oglądając nieco miniatur w internecie (np. na świetnym greckim blogu o Iranie Momentum).

Islam poświęca niemało uwagi praktykom seksualnym i ma wiele zrozumienia dla potrzeb człowieka w tym zakresie. Homoseksualizm został co prawda zakazany, jako obniżający męskość (strony pasywnej) i jako taki szkodliwy dla wojska (a to właśnie wojownicy zwracali się do Proroka o zgodę podczas wypraw wojennych). Co szkodzi mężczyźnie, nie szkodzi chłopcu i tak na modłę grecką młodzi chłopcy byli w Persji (i nie tylko w Persji oczywiście) aż po czasy kadżarskie przedmiotami pożądania. Do dziś zresztą zwyczaj przetrwał przybierając nowe formy pod wpływem obostrzeń prawnych, segregacji płci i coraz wyższego wieku zawierania małżeństw. Dziś w Iranie mówi się już coraz głośniej o pedofilii. 

Natomiast jeśli idzie o sypialnię małżeńską, islam pozostawia pełną swobodę zainteresowanym. Granicę wyznacza właściwie wymóg, żeby obie strony były zadowolone. Tabu stanowią, jak wszyscy wiemy, związki pozamałżeńskie (w okresie klasycznym wyjątkiem były kontakty z niewolnicami). Praktykowane są jednak małżeństwa czasowe, tyleż pożyteczne, co kontrowersyjne. Tradycyjnie małżeństwo czasowe pełniło różne role od konkubinatu przez usankcjonowaną prostytucję. Żona czasowa bywała potrzebna jako służąca (jeszcze przed samą rewolucją zamożni studenci miewali przez czas studiów takie żony-gosposie, podobnie jak pielgrzymi wybierający się na pewien czas do Meszhedu). Sam pomysł zrodził się zresztą ze zrozumienia dla potrzeb uczestników licznych wypraw wojennych. Żonami czasowymi zostawały nierzadko wdowy po żołnierzach poległych w czasie wojny z Irakiem. Inaczej nie byłyby w stanie się utrzymać. Zostanie żoną czasową (można i na całe życie) jest też dla cudzoziemki jedyną szansą na zawarcie w Iranie małżeństwa bez konieczności przyjmowania obywatelstwa. Ta pozornie mało pociągająca instytucja czasem ratuje ludziom skórę (dosłownie - przed batami).

Język perski to, jakby na to nie patrzeć, język miłości zmysłowej. Zmysłowa też bywa, mimo cenzury, współczesna literatura perska. Tak, tak, także ta wydawana oficjalnie. Nie dlatego, że coś przyszło z Zachodu, ale dlatego, że zawsze tam było. Islamski Iran nie ma powodu mieć problemu z antykoncepcją (przez islam niezakazaną), operacjami zmiany płci (problemy granic płci, eunuchów i potrzeb seksualnych człowieka rozgryzało islamskie średniowiecze), czy in vitro. Wszystkie te sprawy mogą być dyskutowane spokojnie, bo Boga nie obrażają. Jeśli przez ostatnie trzydzieści lat próbowano seksualność okiełznać to z zupełnie innego powodu. Dlatego mianowicie, że doszło do trudnego do wyobrażenia przemieszania społeczeństwa. Jeszcze przed rewolucją, w znacznym stopniu przez nieudaną reformę rolną Mohammada Rezy Pahlawiego, miasta zalała fala imigrantów ze wsi. W latach osiemdziesiątych proceder przybrał na sile. Chomejni nie wprowadził w Iranie prawa rodem ze średniowiecza. Rozciągnął na całe społeczeństwo prawo religijne, które rządziło życiem wsi. Czy małżeństwa z dziewczynkami znikły za Szacha z irańskiego krajobrazu? Nic podobnego. Oficjalnie zakazane pleniły się nadal w licznych zakątkach kraju, gdzie prawo państwowe nie sięgało. Zwyczaj nie odżył więc po rewolucji, został tylko prawnie usankcjonowany. 

A jednak, paradoksalnie, dokonała się rewolucja seksualna - to co było normą dla klasy średniej i wyższej stało się od rewolucji normą dla rzesz świeżo przybyłych z prowincji. Wielu znaczących duchownym wywodzi się z prostych rodzin, ale ich głos i ich obsesje są coraz wyraźniej anachroniczne. Dlatego, chociaż założenia programu zwiększenia liczby urodzin mogą postawić włos na głowie, nie wróżę mu powodzenia - zbyt wyraźnie słychać chichot historii.

sobota, 28 czerwca 2014

CZARNY JAK DIABEŁ, CIEMNOGRÓD JAK IRAN, CZYLI MIŁEGO RAMADANU

I znów z powodu rodzimych, nie irańskich przewinień, powrócił do polskiej prasy stały motyw: "Tu nie Iran". Dyżurny najczarniejszy przykład zamordyzmu i cenzury obyczajowej wyciągnięty z lamusa... Jest na świecie kilka krajów, gdzie problem cenzury przedstawia się bardziej dramatycznie niż w Iranie. Tam się po prostu kontrowersyjnej sztuki nie daje uprawiać. W Iranie natomiast się daje. Czasami nawet nadspodziewanie dobrze. Tym głośniejsze są przypadki odmienne, jak Rękopisy nie płoną zauważone właśnie przez nasze media (z czego wnoszę, że niebawem należy się spodziewać pokazów kinowych, bo bez starań dystrybutora takie informacje gorzej się jakoś przebijają...).  

Meczet (fot. KR)
Dlaczego więc Iran tak jest tak nośnym przykładem? Poza powodami politycznymi, o których była już okazja mówić, domyślam się powodów kulturowych. Takich mianowicie, że my świetnie realia irańskie rozumiemy i bardzo nam do nich blisko mentalnie. Jak blisko, staje się w ostatnim czasie coraz jaśniejsze. Długo wydawało się (przynajmniej takim jak ja), że istotną twarzą polskiego katolicyzmu jest, powiedzmy, Tygodnik Powszechny, a zaściankowość jest tak niefotogeniczna, że niebawem wymrze śmiercią naturalną. I tak sobie dziś myślę, że kiedy wybitny irański komunista Dżalal Al-e Ahmad zauważył pułapki radzieckiego i zachodniego kolonializmu, też nie traktował poważnie tej twarzy islamu, która zawojowała rewolucję. Islam ludowy musiał mu się wydawać skansenem. Chętnie zatem sięgał do wartości islamskich, jako źródła konsolidacji nowoczesnego, sprawiedliwszego społeczeństwa. Tego samego, które uwiodło Michela Foucaulta, kiedy z entuzjazmem opisywał plany Chomejniego. Iran Pahlawich długo zapewne obawiał się wszystkiego poza powrotem konserwatywnego islamu... 

A tak, bo wbrew obrazowi w polskich mediach, dla wielu Irańczyków islam to religia mistyki i indywidualizmu, nie tłumu i zamordyzmu. Czy nie taką bywała w wielu pięknych okresach swojej historii? I tak, patrząc na demonstrantów przed teatrami i na wykładach, słuchając deklaracji nawróconych siłą masowego ruchu lekarzy i obserwując, jak powoli miejsce umiarkowanego katolicyzmu zajmuje coś nazywanego w internecie "katotalibanem" myślę sobie o tych wszystkich Irańczykach, którzy pytali mnie, czemu katolicy pozwalają, żeby jakaś hierarchia stała między nimi a Bogiem. Bo dla wielu moich irańskich przyjaciół katolicyzm jest religią wiernopoddańczą, w której jednostce odmawia się podstawowego prawa każdego muzułmanina: prawa do wolności.  Oczywiście mają tyle samo racji, co my wyobrażając sobie islam jako monolit fundamentalistyczny. Naturalnie. Tylko, że między fundamentalizmem w irańskim i polskim wydaniu, między sposobami myślenia, nie ma różnicy. Ot, drobne przesunięcia obyczajowe. Jak szybko ulegają zatarciu, możemy ostatnio obserwować w różnych częściach świata.

Właśnie zaczyna się ramadan, miesiąc uduchowienia i modlitwy. Miesiąc pełen błogosławieństwa. Coś jak Wielki Post, myśli Polak-katolik, tylko nasz post rozsądniejszy, nikt nie każe ludziom w upale nie pić przez cały dzień. Umartwiają cię tylko tyle, ile trzeba, żeby się przygotować na misterium paschalne. Tymczasem ramadan jest świętem, nie czasem umartwiania. Muzułmanie na całym świecie składają sobie z jego powodu życzenia. To czas, kiedy codzienne życie zamiera, kto może w dzień odsypia nocne uczty. Nerwowość mija kiedy tylko zabrzmi głos meuzina wzywającego do modlitwy o zachodzie słońca, oto bowiem czas na eftar, posiłek, który smakuje nawet tym, którzy postu nie przestrzegają. W nerwowej atmosferze popołudnia w Teheranie czas się zatrzymuje, wiele samochodów przystaje, a kierowcy ustawiają się w kolejkach po asz-e reszte (gęstą zupę). W tym czasie można ją kupić a często dostać (jako nazri) co dwa kroki. 
Perskie jedzenie (fot. KR)
Wielki Post to wspomnienie kuszenia na pustyni, ramadan jest czasem wspólnoty. Skoro jednak mówimy o tym, co łączy te kultury, w irańskiej telewizji można posłuchać lekarzy zachwalających powstrzymywanie się odjedzenia i picia mimo upału. Medycyna na całym świecie ma najwyraźniej elastyczne zasady...

wtorek, 25 marca 2014

ZRÓB TO SAM CZYLI HOLLYWOOD PO PERSKU

Iran na co dzień boleśnie odczuwa wykluczenie ze światowego obiegu gospodarczego i bankowego. Znacznie lepiej radzi sobie ze sferą kultury. Czego nie może (albo nie chce) kupować, produkuje sam. A jako że nie uznaje międzynarodowych porozumień o prawach autorskich... hulaj dusza, diabła nie ma! A w każdym razie trudno go dostrzec pod hidżabem i mówiącego po persku zamiast w ojczystym angielskim w irańskich wersjach amerykańskich produkcji.
Kino Bahman przy placu Enghelab, dwa kroki od Uniwersytetu Teherańskiego.
Na plakacie napis: "Wychowanie bogobojnej młodzieży basidżu to największy triumf Imama".
Fot. KR
َPorewolucyjny Iran, jako Państwo oparte na wartościach muzułmańskich miał zawsze niemałe ambicje w dziedzinie wychowania młodzieży i polityki kulturalnej. Może właśnie w tej dziedzinie reżim poniósł największą klęskę. Pewnie dlatego, że Irańczycy, podobnie jak Polacy, mają wiele wspólnego. Potrafią z niesłychaną przedsiębiorczością lawirować między przepisami i naginać je do swoich potrzeb. Iran programowo wyzwolił się co prawda spod jarzma amerykanizacji, ale prywatnie, co nie jest tajemnicą, młodzi Irańczycy darzą kulturę amerykańską, zwłaszcza tę popularną, wielką sympatią. Poza tym, że czerpią z niej pełnymi garściami z pomocą internetu, płyt, publikacji itp. kwitnie też przemysł "przeróbkowy". Jak to w Iranie - raz bardziej, raz mniej jawnie. W radiu pojawiają się instrumentalne wersje amerykańskich przebojów, zwłaszcza klasyki rocka (za Chatamiego zajmowały znaczną część czasu antenowego), a w kinach... remaki hollywoodzkich produkcji. Co prawda złośliwcy nazywają tego typu produkcje "Chalibud" ("Pustostan"), ale dla wielu widzów stanowi ona namiastkę upragnionej wolności obyczajowej.
Ty i ja
Ktoś może powiedzieć, że ten proceder niczym się nie różni od praktykowanych na zachodzie przeróbek starych filmów. W jednak... Przyjęło się, że "remake" jest raczej wariacją na temat, kolejną realizacją oryginalnego pomysłu. W Chalibudzie różnica między wersjami sprowadza się do bardzo powierzchownego zislamizowania: w wersji irańskiej kobiety występują w hidżabie a sceny pocałunków zastępują nie mniej namiętne spojrzenia bohaterów. Poza tym filmy są dokładnymi kopiami: scena po scenie odnajdujemy w irańskich wersjach te same sytuacje, gesty i słowa. Oskarżeń o plagiat nikt się nie obawia... 

W ten sposób powstało wiele filmów będących "tłumaczeniami" amerykańskich pierwowzorów a w najlepszym razie kompilacjami kilku produkcji zza oceanu. W irańskich warunkach zdominowani przez kobiety chłopcy w męskiej skórze i żądne władzy kobiety sprawiają wyjątkowo komiczne wrażenie. Aktorzy najwyraźniej nie czują się swobodnie w sztucznych rolach - nie znajdziemy tu swobody irańskiego kima artystycznego. Wyraźnie za to słychać chichot historii...

środa, 22 stycznia 2014

MASZ DOŚĆ TABLOIDÓW? UCZ SIĘ PERSKIEGO.

Z pewnym opóźnieniem (nie bez winy poczty) wpadł mi w ręce ostatni numer Andisze-je puja (Dynamicznej myśli), irańskiego pisma społeczno-polityczno-kulturalnego. Jako konsumentowi przegłodzonemu na cienkiej strawie polskiego dyskursu prasowego obracającego się wokół plotek o panach i paniach (nie zawsze celebrytach, czasem politykach, choć granica jest trudna do uchwycenia) ślinka mi pociekła. Nie będę gołosłowna, po prostu zrelacjonuję, a Czytelnik oceni, kto jest w centrum a kto na peryferiach.

Znany bloger napisał o Andiszeje puja "to pismo, które może pomóc w rozwoju myśli politycznej".
Krótkie wprowadzenie. Zajmuję się prasą irańską od kilku lat. Kiedy zaczynałam uderzyło mnie, jak bardzo jest Iranocentryczna. Tak mało miejsca poświęcała zagranicy, nawet sąsiedniemu Afganistanowi, w którym toczyła się wojna, że aż skłoniło mnie to badań nad wpływem dostępu do informacji poprzez nowe media na znajomość świata, przede wszystkim Zachodu u młodych Irańczyków. Porządkowałam ostatnio zapisy wywiadów z imigrantami w Londynie, a w nich opowieści o tym, jak w latach 80. przewożono wycinki z gazet zachodnich w skarpetkach, jak wszyscy rzucali się łapczywie na tureckojęzyczną telewizję satelitarną w latach 90. i jak powoli jej miejsce zajęły coraz bardziej zróżnicowane emigracyjne kanały perskojęzyczne, jak się przedzierał do Iranu internet, który dopiero w ostatnich latach zaczął stanowić rzeczywistą siłę. 

Dziś cztery miliony Irańczyków korzysta z Facebooka, ale często tylko w celach towarzyskich. Słaba znajomość angielskiego ogranicza dostęp do informacji. Po latach porewolucyjnej izolacji irański dyskurs intelektualny potrzebował trochę czasu, by powrócić do światowych nurtów. A właściwie inaczej - przed rewolucją w światowych nurtach mieściła się awangarda. Po rewolucji, zwłaszcza w drugiej połowie lat 90. i później wykonano wielką pracę u podstaw - trzeba było stworzyć język przekładów, przetłumaczyć tony literatury zachodniej, zarówno literatury pięknej, jak eseistyki, uzgodnić terminologię w tradycją rodzimą, dociec, co się da dopasować do islamu a czego trzeba bronić przed zarzutami o herezję. Na tym upłynęły lata rządów prezydenta Chatamiego. Ówczesna dyskusja, jakkolwiek bardzo owocna, bywała często po prostu nudna dla zachodniego czytelnika - irańscy myśliciele bili się z demonami własnej tradycji udowadniając rzeczy w Europie oczywiste, czasem od dziesięcioleci, czasem od wieków. Powstawały też hybrydy religijno-demokratyczne, często nie do przyjęcia. W zalewie publikacji ginęły czasem te prawdziwie istotne. Jednak jak potrzebny był ten czas, najlepiej pokazuje Andisze-je puja.

A zatem obiecana relacja. Pismo ma 170 stron gęstego druku, reklam nie za wiele. Wymienię tylko najważniejsze tematy, wiele innych zostało w skrócie zarysowanych. 

1. Nawiązanie do poprzedniego numeru - skąd brał się elektorat partii komunistycznej Tude, która stanowiła bardzo poważną siłę w rewolucji islamskiej.

2. Nelson Mandela a inni bohaterowie walki o prawa człowieka.

3. Przemiany w Chinach.

4. Powinności rządu demokratycznego (w kontekście rządu Ruhaniego).

5. Tłumaczenia z prasy światowej: 

- historia komunistycznych Chin (The Atlantic)
- sytuacja w Egipcie (Global Dialogue)
- artykuł Artura Domosławskiego na temat fali nacjonalizmu w Polsce (The new York Times)
- tekst o papieżu (the Atlantic)
- Ukraina (Foreign Policy)
- przemiany demokracji (Journal of Democracy)
- konsumpcyjny stosunek do świata (Financial Times)

6. Duży wywiad z "człowiekiem Ruhaniego" na temat nowej wizji państwa.

7. Z  światowej klasyki myśli politycznej:

- krytyka marksizmu
- filozofia Hume'a

8. Myśliciele i pisarze lat 60. i 70. jako ci, na których spuściźnie ufundowana jest współczesna myśl irańska (obszerna dyskusja - kilka tekstów). Warto wspomnieć, że niektórzy z omawianych są objęci zapisem cenzorskim

9. Kobiety władzy w Iranie (autorka, Afsane Nadżmabadi, jest badaczką genderową z Harvardu).

10. Nowoczesna rodzina.

11. Czy można być jednocześnie intelektualistką i matką? Odpowiedzi udzieliło wiele znanych kobiet.

12. Czym jest dziś macierzyństwo.

13. Listy Chodorkowskiego do Michnika i Michnika do Chodorkowskiego.

14. Wywiad z Bahramem Beizajim, reżyserem, dramaturgiem i nade wszystko bardzo ważnym intelektualistą irańskim.

15. Cały blok o Orhanie Pamuku.

16. Wiele innych artykułów wokół książek i bieżących dyskusji intelektualnych w Iranie.

Teksty są interesujące, dopracowane, wiele z nich pisali wykładowcy uniwersyteccy z różnych stron świata. Na pewno będę do nich wracać w kolejnych wpisach. Cenzurowane, prawda, ale w tego typu pismach cenzura nie jest drastyczna.  

I co? Czy nie jesteśmy zabawni patrząc na Iran jak na trzeci świat?

piątek, 3 stycznia 2014

KINO IRAŃSKIE JAKIEGO NIE ZNACIE

Pierwsza fala zainteresowania kinem irańskim na Zachodzie dotyczyła filmów poetyckich. W magiczno-metaforycznym świecie bohaterami były często dzieci doświadczające trudności dorosłym propagandowo zakazanych - biedy, zacofania, osamotnienia. Filmy takich reżyserów jak Abbas Kiarastami, Madżid Madżidi, Bahman Ghobadi opowiadały historie proste, ale uniwersalne, zadając częstokroć najpoważniejsze pytania. Znalazły tu wielu wielbicieli, ale znam też takich, dla których irańskie kino stało się synonimem nudy. Mam nadzieję, że zauważyli już zmiany, jakie zaszły w ostatnich latach - kino znalazło się w samym centrum dyskusji o problemach społecznych.
Hiss, dohtaran farjad nemizanand (Ciii... dziewczyny nie krzyczą) - na plakacie reżyserka Puran Derachszan i aktorzy
Następna fala filmowa, która przyszła na Zachód mogła już swobodniej mówić o problemach Iranu. Filmy Asghara Farhadiego, zwłaszcza Co wiesz o Elli i Rozstanie pokazały zachodniemu widzowi świat, jakiego się nie spodziewał. Recenzenci z zachwytem odkrywali, że Irańczycy prowadzą życie towarzyskie i rodzinne niewiele odbiegające od ich własnego a kobiety bywają czasem wypuszczane z kuchni. Rozstanie rzuciło koło ratunkowe tym, dla których takie odkrycia mogły być wstrząsem: wysnuto z niego wniosek o istnieniu dwóch Iranów - zacofanego i biednego oraz bogatego i prozachodniego. 

Recenzentom, jak to bywa, umknęły pewne niuanse. Właśnie tymi niuansami, czasem głęboko wstydliwymi problemami społecznymi zajmuje się przez ostatnie dziesięć lat irańskie kino. Filmy podejmujące taką tematykę nie zawsze są artystycznie porywające, ale nierzadko odważnie rozpoczynają ważne społecznie dyskusje. I stanowią kopalnię wiedzy o Iranie.

Kilka przykładów. Na początek najnowszy, film wyróżniony nagrodą publiczności na ostatnim Festiwalu Filmów Fadżr (Fajr). Tytuł trafia w samo sedno: "Cii... dziewczyny nie krzyczą" - film dotyczy głęboko skrywanej tajemnicy molestowania seksualnego dzieci. Choć słowo "molestowanie" nie pojawia się w nim ani raz, reżyserka Puran Derachszan, bardzo odważnie przedstawia temat, oskarżając tradycyjne społeczeństwo o ukrywanie problemu i obojętność wobec cierpienia dzieci. Rzeczywiście obawa przed kompromitacją (biaberuji), stygmatyzacją ofiary odgrywa w tym dramacie główną rolę. Przypadki molestowania, jak i przypadki gwałtu (o których także wspomina się w filmie) z reguły nigdy nie zostają zgłoszone policji. Odium odpowiedzialności spoczywa na ofiarach, nie na napastniku. Główna bohaterka nie widzi innego wyjścia niż wziąć samotne wymierzenie sprawiedliwości...

Jak wielkie znaczenie miało podjęcie tematu świadczy, że zaczęto także mówić, na razie cicho i w mediach emigracyjnych, o molestowaniu chłopców - zjawisku ponoć znacznie powszechniejszym i powszechnie lekceważonym z powodu rzekomego braku następstw.
Kadr z filmu Man Tarane 15 sal daram
Inny przykład: Man Tarane 15 sal daram (Ja, Tarane, mam 15 lat) Rasula Sadrameljego z 2002. Film o samotnej nastoletniej matce, którą zawiedli albo wręcz oszukali wszyscy dorośli a która buduje małą oazę przyzwoitości w przeżartym hipokryzją społeczeństwie. Dostaje się najbardziej instytucji małżeństwa czasowego (sighe) i religijnym towarzystwom opieki nad wykolejonymi dziewczynami. Tradycyjne środowiska film ukazuje jako siedlisko hipokryzji i zakłamania. Skupiając się na głównej bohaterce, Sadrameli nie zapomina o bezdomnych nastoletnich prostytutkach, dla których ratowania działają (pozornie) głęboko nimi w rzeczywistości gardzące szacowne panie z islamskich stowarzyszeń. Te uosobienia moralności zgoła innym okiem patrzą na własnych synów - modelowych przedstawicieli bananowej młodzieży.
Film Szahaba Hosejniego Jeki michad bahat harf bezane
I jeszcze jeden przykład. Nieco inny - próba przeniesienia w warunki irańskie dwóch filmów Almodovara - Wszystkiego o mojej matce i Porozmawiaj z nią. Ten drugi musiał stanowić inspirację dla tytułu "Jeki michad bahat harf bezane" (Ktoś chce z tobą porozmawiać). Wyzwanie? Niewątpliwie. Pochodzący z 2003 roku pokazuje historię trochę nieprawdopodobną biorąc pod uwagę faworyzację ojca przez irańskie prawo: oto zawiedziona rozwódka chowa samotnie córkę, której nigdy nie pozwoliła zobaczyć ojcu. Dziewczyna ma wypadek, zapada w śpiączkę a matka wyrusza na poszukiwanie byłego męża. Film jest próbą niekonwencjonalnego przedstawienia problemu rozwodu. Wiele się mówi na temat trudności, na jakie skazuje on kobietę, mniej o mężczyznach, którzy nie mogąc spłacić mehrije - daru ślubnego dla kobiety, często bardzo wysokiego, trafiają do więzienia. Tutaj wątek się pojawia. Reżyser próbuje też pożyczyć od Almodovara wieloznaczność racji, choć jest to z pewnością w perskim tłumaczeniu ta sama wielowymiarowość etyczna.

To zaledwie kilka przykładów. Można je mnożyć. Przestały być całkowitym tabu problemy narkomanii i prostytucji. Niemało mówi się też o wymieszaniu tradycyjnych ról i narodzinach indywidualizmu. Dla zainteresowanych Iranem kino jest bezcennym źródłem wiedzy. A youtube kopalnią filmów, z których wiele ma angielskie napisy.