Iran zmienia się lawinowo. W tych
zmianach plącze się i gubi jakakolwiek ciągłość a czasem
logika. Perska rzeczywistość składa się z paradoksów.
Nasza pozytywistyczna nadzieja na ich rozwikłanie wciąż zawodzi.
Ten kraj bywa tyleż fascynujący co irytujący. Ale nie jest obcy.
Przeciwnie, może najbardziej frapujące jest to, że pod wieloma
względami Iran walczący wciąż z demonami przeszłości, snami o
dawnej potędze i sklejeniem tożsamości narodowej z religijną jest
nam bardzo bliski. Bez wątpienia łatwiej pojąć co się tam dzieje
Polakowi niż Niemcowi czy Anglikowi. A dzieje się wiele – wbrew
wszelkim perturbacjom politycznym z porewolucyjnego zamieszania
wyłania się coraz bardziej zróżnicowane i świadome
społeczeństwo.
Ponad czternaście lat przyglądam się
Iranowi. Kiedy jechałam tam pierwszy raz była to długa podróż
autobusowa. Podróż do innego świata. Dziś podróże
są krótsze a Iran bliższy. Kilka lat tam mieszkałam, ponad
rok w akademiku, studiując wyłącznie z Irańczykami. Żyłam w
bogatym północnym i biednym południowym Teheranie a nawet
pośrodku. Udało mi się spędzić przynajmniej po parę dni wśród
koczowników, w małej azerskiej wiosce, wśród
zaratusztrian. Miałam też okazję poznać trochę środowisk
emigracyjnych – sześciomilionowy mały Iran jest rozproszony po świece. Ciarki mnie przechodzą, kiedy słyszę o dwóch
Iranach – są ich przynajmniej dziesiątki.
Zawodowo przekładam Iran na polski
jako badacz i nauczyciel, komentator medialny i wreszcie jako
tłumacz. Bywa to trudne, bo irańska kultura, jedna z najstarszych
tradycji kulturowych świata, jest dziś w Polsce prawie nieznana.
Na szczęście irański film i literatura zadomowiły się już na
Zachodzie i stamtąd trafiają do nas pierwsze jaskółki
fascynacji nimi. Zachód spłaca dług – w przeszłości często sam
przez Polskę poznawał perską kulturę i sztukę. I tak obraz Iranu powoli się różnicuje
a spoza czarnych czadorów rewolucyjnych przenikają do naszych
mediów promyki informacji. Nie będzie ich więcej, bo
konwencjonalne media przestały się zajmować niuansami nawet na
własnym podwórku. Temat Iranu powraca przy okazji zamieszek albo przełomów w negocjacjach atomowych. Wtedy media szukają iranistów, którzy w trzech słowach opowiedzą, co się dzieje. Po burzliwych wyborach prezydenckich w 2009 roku przez dłuższy czas komentowałam na bieżąco, co parę dni, wydarzenia w Iranie w Toku, pisałam też o nich w Wyborczej.
Ale buntuję się przeciwko patrzeniu na świat przez pryzmat wybuchów i trójgłowych szczeniąt. Bo zobojętnia. Banalizuje zło i cierpienie. I stwarza pozory poznania. Może czas wrócić do małomiasteczkowego obyczaju otwierania okien na świat. Nie widzi się przez nie wszystkiego, ale za to widzi się dokładniej. Dlatego postanowiłam otworzyć własne Okno na Iran. Zmarły parę lat temu perski poeta Qejsar Aminpur, równie gorący w swoim młodzieńczym uwielbieniu dla rewolucji jak dojrzałym podważaniu jej nieomylności pisał, że ściana to nic więcej jak "dwa okna zwrócone do siebie". Tłumy, które przychodzą na spotkania z irańskimi pisarzami, choćby podczas zeszłorocznego pobytu w Polsce Szahrnusz Parsipur, czy tegorocznego Festiwalu Conrada (spotkania z Mostafą Zamaninija i Huszangiem Asadim), rosnące zainteresowanie irańskim kinem i młodą sztuką, wszystko to dowodzi, że nasze okna zaczynają się otwierać na kawałki zwyczajnego, nieatomowego Iranu. Na nie właśnie wychodzi moje okno. Gdybym uważała, że mam coś do powiedzenia o bieżącej polityce zrobię to w Studiu opinii.
Ale buntuję się przeciwko patrzeniu na świat przez pryzmat wybuchów i trójgłowych szczeniąt. Bo zobojętnia. Banalizuje zło i cierpienie. I stwarza pozory poznania. Może czas wrócić do małomiasteczkowego obyczaju otwierania okien na świat. Nie widzi się przez nie wszystkiego, ale za to widzi się dokładniej. Dlatego postanowiłam otworzyć własne Okno na Iran. Zmarły parę lat temu perski poeta Qejsar Aminpur, równie gorący w swoim młodzieńczym uwielbieniu dla rewolucji jak dojrzałym podważaniu jej nieomylności pisał, że ściana to nic więcej jak "dwa okna zwrócone do siebie". Tłumy, które przychodzą na spotkania z irańskimi pisarzami, choćby podczas zeszłorocznego pobytu w Polsce Szahrnusz Parsipur, czy tegorocznego Festiwalu Conrada (spotkania z Mostafą Zamaninija i Huszangiem Asadim), rosnące zainteresowanie irańskim kinem i młodą sztuką, wszystko to dowodzi, że nasze okna zaczynają się otwierać na kawałki zwyczajnego, nieatomowego Iranu. Na nie właśnie wychodzi moje okno. Gdybym uważała, że mam coś do powiedzenia o bieżącej polityce zrobię to w Studiu opinii.