sobota, 5 lipca 2014

SEKS W WIELKIM MIEŚCIE

Pewne czasopismo naukowe zwróciło się do mnie o artykuł na temat seksualności irańskiej jako domeny lęku. Oczywiście artykuł napiszę, choć nie wiem, czy zamawiający spodziewają się lęku akurat tam, gdzie się rzeczywiście plasuje, czyli na peryferiach irańskiej seksualności.
Miniatura safawidzka
Zrobiło się ostatnio głośno o tym, że republika islamska odchodzi od programu planowania rodziny. Dzięki temu zauważono dziwną rewolucję seksualną (por. artykuł w Polityce), jaka się dokonała pod okiem ajatollahów. Rzeczywiście bardzo dziwną, jeśli za punkt wyjścia przyjąć katolicko-mieszczański małżeński obowiązek realizowany przez dziurkę w kołdrze, ale znacznie mniej zaskakującą, gdy się patrzy przez pryzmat kultury perskiej.

Tradycje są niekrótkie. Zoroastryzm, religia panująca w Persji przed islamem, jak już pewnie tu wspominałam ma afirmatywny stosunek do przyjemności życia. Za ubolewania godny uważa celibat, małżeństwo traktując jako realizację boskiego planu pomnażania dobra w świecie. Tabu stanowi w nim co prawda homoseksualizm, ale i o takich praktykach na dworze przedislamskim donoszą nam historycy. Herodot jest zdania, że ten obyczaj przybył do Persji wraz z Grekami. Irańscy badacze woleliby się tu dopatrywać miłości platonicznej, jak Sirus Szamisa - literaturoznawca, którego książka o homoseksualizmie w klasycznej poezji perskiej zabawiła w księgarniach teherańskich zaledwie kilka dni, po czym nakład został skonfiskowany (naturalnie trudno o lepszą akcję reklamową). Szamisa forsuje tezę, że uduchowiony (mistyczny) grecki homoseksualizm ubogacił kulturę perską, natomiast kolejne fale Turków napływające ze stepów przyniosły pożałowania godny, wyłącznie fizyczny barbarzyński obyczaj homoseksualny. Ktoś w każdym razie musiał ten obyczaj przynieść, bo w literaturze klasycznej aż się od niego roi, a że język perski nie zna rodzaju gramatycznego nierzadko trudno się połapać, z którą płcią mamy do czynienia. O czym Czytelnik może się przekonać oglądając nieco miniatur w internecie (np. na świetnym greckim blogu o Iranie Momentum).

Islam poświęca niemało uwagi praktykom seksualnym i ma wiele zrozumienia dla potrzeb człowieka w tym zakresie. Homoseksualizm został co prawda zakazany, jako obniżający męskość (strony pasywnej) i jako taki szkodliwy dla wojska (a to właśnie wojownicy zwracali się do Proroka o zgodę podczas wypraw wojennych). Co szkodzi mężczyźnie, nie szkodzi chłopcu i tak na modłę grecką młodzi chłopcy byli w Persji (i nie tylko w Persji oczywiście) aż po czasy kadżarskie przedmiotami pożądania. Do dziś zresztą zwyczaj przetrwał przybierając nowe formy pod wpływem obostrzeń prawnych, segregacji płci i coraz wyższego wieku zawierania małżeństw. Dziś w Iranie mówi się już coraz głośniej o pedofilii

Natomiast jeśli idzie o sypialnię małżeńską, islam pozostawia pełną swobodę zainteresowanym. Granicę wyznacza właściwie wymóg, żeby obie strony były zadowolone. Tabu stanowią, jak wszyscy wiemy, związki pozamałżeńskie (w okresie klasycznym wyjątkiem były kontakty z niewolnicami). Praktykowane są jednak małżeństwa czasowe, tyleż pożyteczne, co kontrowersyjne. Tradycyjnie małżeństwo czasowe pełniło różne role od konkubinatu przez usankcjonowaną prostytucję. Żona czasowa bywała potrzebna jako służąca (jeszcze przed samą rewolucją zamożni studenci miewali przez czas studiów takie żony-gosposie, podobnie jak pielgrzymi wybierający się na pewien czas do Meszhedu). Sam pomysł zrodził się zresztą ze zrozumienia dla potrzeb uczestników licznych wypraw wojennych. Żonami czasowymi zostawały nierzadko wdowy po żołnierzach poległych w czasie wojny z Irakiem. Inaczej nie byłyby w stanie się utrzymać. Zostanie żoną czasową (można i na całe życie) jest też dla cudzoziemki jedyną szansą na zawarcie w Iranie małżeństwa bez konieczności przyjmowania obywatelstwa. Ta pozornie mało pociągająca instytucja czasem ratuje ludziom skórę (dosłownie - przed batami).

Język perski to, jakby na to nie patrzeć, język miłości zmysłowej. Zmysłowa też bywa, mimo cenzury, współczesna literatura perska. Tak, tak, także ta wydawana oficjalnie. Nie dlatego, że coś przyszło z Zachodu, ale dlatego, że zawsze tam było. Islamski Iran nie ma powodu mieć problemu z antykoncepcją (przez islam niezakazaną), operacjami zmiany płci (problemy granic płci, eunuchów i potrzeb seksualnych człowieka rozgryzało islamskie średniowiecze), czy in vitro. Wszystkie te sprawy mogą być dyskutowane spokojnie, bo Boga nie obrażają. Jeśli przez ostatnie trzydzieści lat próbowano seksualność okiełznać to z zupełnie innego powodu. Dlatego mianowicie, że doszło do trudnego do wyobrażenia przemieszania społeczeństwa. Jeszcze przed rewolucją, w znacznym stopniu przez nieudaną reformę rolną Mohammada Rezy Pahlawiego, miasta zalała fala imigrantów ze wsi. W latach osiemdziesiątych proceder przybrał na sile. Chomejni nie wprowadził w Iranie prawa rodem ze średniowiecza. Rozciągnął na całe społeczeństwo prawo religijne, które rządziło życiem wsi. Czy małżeństwa z dziewczynkami znikły za Szacha z irańskiego krajobrazu? Nic podobnego. Oficjalnie zakazane pleniły się nadal w licznych zakątkach kraju, gdzie prawo państwowe nie sięgało. Zwyczaj nie odżył więc po rewolucji, został tylko prawnie usankcjonowany. 

A jednak, paradoksalnie, dokonała się rewolucja seksualna - to co było normą dla klasy średniej i wyższej stało się od rewolucji normą dla rzesz świeżo przybyłych z prowincji. Wielu znaczących duchownym wywodzi się z prostych rodzin, ale ich głos i ich obsesje są coraz wyraźniej anachroniczne. Dlatego, chociaż założenia programu zwiększenia liczby urodzin mogą postawić włos na głowie, nie wróżę mu powodzenia - zbyt wyraźnie słychać chichot historii.