sobota, 12 lipca 2014

DZIESIĘCIOLETNIA PANNA MŁODA

Mehrangiz Kar, ikona ruchu kobiecego w Iranie, przez lata na łamach miesięcznika Zanan (Kobiety) kształtująca świadomość kobiet z różnych środowisk udzieliła wywiadu m.in. o swoim dzieciństwie spędzonym w przedrewolucyjnym Ahwazie. Ówczesny Ahwaz, miasto przemysłu naftowego, do tego stopnia przypominał jej Londyn, że po latach wyjechawszy do Anglii czuła się jak w domu. Nowoczesność, swoboda, laicyzacja - to był jej świat. Ale z nim, w tym samym mieście, nie na jego odległych obrzeżach, współistniał inny, tradycyjny świat, w którym kultywowano zabójstwa honorowe a dumą było wywieszenie na ulicy głowy zabitej córki. W Ahwazie ten świat mówił po arabsku, ale w całym Iranie rozbrzmiewał wieloma językami. Dziś przycichł. Zagłuszył go rejwach Teheranu - potęgi kulturowo-gospodarczej, której mieszkańcy płacą więcej podatków niż reszta kraju. Ale ostatnio znów zrobiło się głośno o tym drugim świecie, nie mniej obcym Mehrangiz Kar niż mnie i Tobie, Drogi Czytelniku. 
Małżeństwo z dziewczynką oczami karykaturzysty Tuki Nejestaniego
Są czasami takie tematy, o których chciałabym nie pisać. A jeśli piszę, to dlatego, że obiecałam, że Okno będzie się otwierać na nie tylko na słoneczne ulice, ale i najbardziej ocienione zaułki. Jednym z nich są małżeństwa z dziewczynkami. Celowo nie napisałam "z nieletnimi". Nieletnia jest piętnastolatka, a tu chodzi o małżeństwa z młodszymi dziewczynkami. Literalne odczytywany szariat pozwala dostrzec kandydatkę na żonę w dziewczynce, która zaczęła miesiączkować, co może oznaczać, że ma lat dziewięć. Takich panien młodych, które nie ukończyły piętnastu lat było przez pierwszych dziewięć miesięcy zeszłego roku irańskiego trzydzieści tysięcy...

Tendencje widziane z lotu ptaka wyglądają inaczej: panna młoda ma w Iranie średnio dwadzieścia cztery lata a jedna trzecia małżeństw dochowała się najwyżej jednego dziecka. Ale liczba dziewczynek wydawanych za mąż wzrosła drastycznie w ostatnim czasie. To jedna z ciemnych stron naszych "humanitarnych" sankcji, bo tym, co pcha rodziców do wydawania za mąż dzieci, jak u nas objętych przecież zwykłym nudnym obowiązkiem szkolnym, jest bieda. Wiele takich związków zawiera się w częściach kraju od dziesięcioleci karanych ekonomicznie przez rząd centralny za potencjał separatystyczny, takich jak Kurdystan, Sistan-Beludżystan i inne prowincje zamieszkałe przez mniejszości etniczne i religijne. Tutaj nie ma już jak zaciskać pasa. A rosnące koszty utrzymania rozszerzają enklawy biedy na inne części kraju.

Iran ma swojego Reymonta. Nazywa się Mahmud Doulatabadi i niesłychanie opisuje realia irańskiej wsi. Jedna z jego książek - Dża-je chali-je Solucz (Puste miejsce Solucza) opisuje dramatyczną walkę o przetrwanie rodziny, której ojciec wyjechał za chlebem. Matka ima się każdego sposobu. Wszystkie zawodzą. W końcu wydaje swoją dziewięcioletnią córkę za właściciela wiejskiej łaźni. Zrozpaczona dziewczynka w noc poślubną na próżno kołacze do matczynych drzwi...

Jeśli się komuś wydaje, że o religię i wolny wybór tu idzie, niech może choć raz spróbuje pomyśleć o tym w kategoriach koszmaru noworodków porzucanych w beczkach i lodówkach.