wtorek, 7 stycznia 2014

CO ONE NOSZĄ POD CZADOREM?

Tak mniej więcej brzmiało jeszcze dziesięć lat temu jedno z pierwszych pytań zadawanych po powrocie z Iranu. Nauczyłam się odpowiadać, że wyłącznie czerwoną bieliznę. Oczywiście wiedziałam, że noszą mniej więcej to samo, co my. Że czador zasłania często biedę, bo gdyby go nie nosić, trzeba by mieć nieznoszone ubranie. Wiedziałam, że na wsi i w małych miasteczkach czador jest powszechnym strojem, zwykle zresztą nie czarny a kwiecisty - tzw. "czador namaz" w dużych miastach noszony tylko koło domu i do modlitwy. Ale "czarne wrony" w Teheranie onieśmielały mnie i niepokoiły. Dopóki nie zamieszkałam wśród nich w akademiku i nie odkryłam, że czador to jednak tylko strój i obyczaj, niekoniecznie stan umysłu.
Rodzina w Tebrizie (fot. KR)
Kilka faktów (wtajemniczeni mogą pominąć): czador irański różni się od czadora arabskiego i afgańskiej burki. Jest rodzajem peleryny czy płachty rozszerzającej się ku dołowi, którą zakłada się na głowę w taki sposób, by móc nią zasłonić całą sylwetkę. W klasycznym wydaniu trzeba czador na głowie przytrzymywać, co dla niektórych oznacza ścisłe okutanie i przysłanianie ust, dla większości zaś takie manewrowanie, żeby nie spadał z głowy. Czarny czador nie jest bawełniany, jest z ciężkiego syntetyku który spada i ciągnie w dół całą chustkę. Jak go utrzymują na głowie, nie wiem. Czasem z pomocą gumki, która mnie jakoś nie pomagała. Sam czador i owszem, pomógł mi kilka razy wejść do rozmaitych sanktuariów i wtopić się w tłum. Uratowało mnie to, że na szczęście w Iranie nikogo nie dziwi czador zsunięty na tył głowy. Sposobów jego noszenia jest mnóstwo - starsze kobiety owijają go na przykład często wokół pasa a z beletrystyki i opowieści zainteresowanych znam gorące sceny kuszenia młodych chłopców przez umiejętne uchylanie większego lub mniejszego rąbka tajemnicy czadoru.

Wbrew powszechnym u nas wyobrażeniom Iranki nie muszą nosić czadorów na ulicy. Nie muszą ich już nawet nosić urzędniczki, studentki i nauczycielki wszystkich szczebli. Bardzo też w ciągu ostatnich lat ubywa czadorów w miastach - znam rodziny, w których w ciągu pięciu lat 80% kobiet "zrzuciło" czadory.
Kobiecy wagon metra w Teheranie (for. KR)
W akademiku kilkakrotnie zmieniałam pokoje. Po krótkim czasie z dziewczynami "maghnae'i" - noszącymi zszytą pod brodą chustkę zwaną "maghna'e" (tak ubierały się na uczelnię, gdzie taki strój był akceptowanym minimum hidżabu, poza uczelnią obowiązywały szale, chustki i wieczorowy makijaż) los rzucił mnie do pokoju z "czadoriha" - pieszczotliwie nazywanymi wronami. I dobrze, że mnie rzucił. Szybko okazało się, że powodów noszenia czadoru są tysiące i zdecydowanie pierwszym nie jest religijny konserwatyzm. Czador cudownie kryje niedoskonałości figury... Często pozwala czuć się swobodniej i mówić odważniej - także w sensie politycznym. Znam wiele pyskatych, oczytanych w zachodniej literaturze "czadorówek" o wyrazistych poglądach. I w drugą stronę - odkryłam w akademiku, że wśród wymalowanych "badhedżabiha" (źle przestrzegających hidżabu) nietrudno znaleźć bardziej religijne niż te, które wprost mówią, że czador pozwoli im znaleźć pracę na uczelni.

Słowem, problem hidżabu nie jest - jak się często na Zachodzie wydaje - głównym problemem irańskich kobiet. Kto ogląda zdjęcia z Iranu wie, że młode Iranki dokonują cudów, żeby nosić hidżab tak, żeby jak najmniej zakrywał. Wiele chciałoby się go pozbyć, wiele go kontestuje, ale dla wielu jest przyzwyczajeniem, na które nie zwracają specjalnej uwagi. Od czasu do czasu przeprowadza się akcje dyscyplinowania młodzieży, ale nikt nie ma do tego serca. Niektórzy prominentni politycy przebąkują nawet o możliwości zniesienia obowiązkowego hidżabu. Kto wie? Choć niełatwo będzie się wycofać z głoszonych wiele lat haseł.
Szkolna wycieczka w Kaszanie (fot. KR)
Ale koniec nie będzie całkiem różowy. W Ukrytej połowie (Nime-je ghajeb), powieści Hosejna Sanapura niezależna, wyemancypowana pod każdym względem, sypiająca ze swoim chłopakiem dziewczyna dostaje od rodziny telegram. Ma się stawić w piątek na swoje zaręczyny. Rodzice właśnie znaleźli jej męża, miłego chłopca z sąsiedztwa. Widziałam takie dziewczyny w akademiku. Wyjeżdżały na miesiąc do domu i wracały odmienione, nawrócone, w idealnym hidżabie, z gburowatym narzeczonym u boku. Nie pamiętam tytułu filmu o studentce, na której rodzina wymusiła takie małżeństwo doprowadzając ją do załamania nerwowego i całkowitego wyniszczenia. Bohaterka książki nie jedzie do domu, zrywa stosunki z rodziną. Wciąż czasem się tak dzieje, ale dziś coraz częściej udaje się dziewczynom wynegocjować swoją wolność. Wtedy, jeśli noszą czador, robią to dla siebie a pod nim noszą pełne głowy. Czador na szczęście na te głowy nie wpływa. Naturalnie mylą się i ci, którzy przypisują mu zdolność poprawiania charakteru...